Motocyklem: Normandia, Czerwiec 2010

Zgromadzenie Sióstr św. Elżbiety z Wrocławia, prosi o pomoc w związku z organizacją uroczystości św. Mikołaja dla dzieci z rodzin ubogich i uzależnionych,
S. Pia – Stanisława Szpil

S Pia

Kliknij w obrazek (plik PDF)!

 

Wycieczka Normandia, czerwiec 2010


Tak naprawdę nie wiem czy ja chcę opisać kraj który zwiedzam,zrobić reportaż z podróży czy jakiś cholerny blog.
Czytelnicy ocenią:)

 

Zdjęcia z wyprawy są pod tym linkiem - kliknij

 

1 dzień.
9.00 start,autostradą na Katowice,Wrocław do przejścia Zgorzelec.
Nerwowa jazda,do Zgorzelca suchy asfalt,potem ulewa jest wiernym towarzyszem.
Nierówna walka z ciężarówkami....uwielbiam to kiedy wyprzedzający ma 95 km/h a wyprzedzany 90 km/h.
Leje non-stop.
Dojeżdżając do Kassel natknąłem się na karambol i blokadę policyjną,to był już kres mojej wytrzymałości,przebiłem się do pierwszego zjazdu i
znalazłem domek z napisem "Zimmer-cośtam" to był pierwszy postój.

Warunki niezłe,wykąpałem się w porządnej niemieckiej wannie(miała chyba ze 2.5 metra)
Sympatyczny Niemiec który wynajął pokój obok,przed snem postanowił zabezpieczyć nasz tymczasowy domek i dokładnie zamknął wszelkie drzwi,jakie spotkał
na swej drodze.Oczywiście ja byłem na zewnątrz rozpakowując "manele" a klucze czekały na mnie w moim pokoju.
Po kilkuminutowym "łomocie" do drzwi,na szczęście uratował mnie od noclegu "na wycieraczce"..otworzył uff..

Chwila śmiechu,porozmawialiśmy w dialekcie niemiecko-angielsko-wyraziste ruchy-odpowiednia mimika twarzy i udałem się do spania.

Wrażeń na dziś wystarczy

 

2 dzień.

Pobudka 5.50 ,kontrola moto:chyba kolektor wydechowy"pyrcy",mam nadzieję że wytrzyma "traskę".
Kobyła oporządzona i rura dalej,kierunek Arnhem Holandia.Deszcz w końcu przestaje padać,postanowiłem zjechać z autostrady i zobaczyć coś więcej
oprócz ekranów wzdłuż autostrady.Jestem pod wrażeniem,miasteczka niemieckie są malownicze mają ciekawą architekturę,
choć według mnie troszkę kiczowate(plastikowe krasnale, krowy i inne "rzeźby".
Szczególnie uderza niesamowity porządek.
Delektując się krajobrazem zorientowałem się że czas leci a drogi nie ubywa,wracam na autostradę i tutaj szok...po przekroczeniu granicy
wiatr postanawia zdmuchnąć mnie z autostrady,w Niemczech wiało ale w Holandii naprawdę "piżdzi",rozumiem teraz dlaczego to kraj wiatraków.

Ogólnie kraj podobny do Niemiec,tylko bardzo dużo "ciemnoskórych"ludzi na ulicach.Wszędzie ścieżki rowerowe,w miastach pojazd spalinowy
to intruz.

Dojechałem do Arnhem,zostaję tu dwa dni.Zakotwiczyłem na kempingu Warnsborn.
http://www.campingwarnsborn.nl/nl/

Polecam ,niezłe warunki tylko trzeba pamiętać żeby kupić żetony na ciepłą wodę na recepcji która jest czynna do 17-tej.

Pogadałem z sąsiadem Koreańczykiem(dziennikarz zwiedzający Europę na rowerze),wypiliśmy rum i pogadaliśmy po "naszemu".
Zwróciłem uwagę na dużą ilość gąsienic które są wszędzie,spadają z drzew,łażą po stole...chyba że za dużo rumu wypiłem.
Pasjonująca obserwacja terenu doprowadza do najlepszego pomysłu w tym dniu ...idę spać.

 

3.dzień.

Kawa,papieros,kąpiel za 20 eurocentów i obieram kierunek Muzeum Operacji Market-Garden czyli "Airborne Muzeum".
Holenderski to dość ciekawy język,brzmi jak angielski a ni cholery nie rozumiem.Jeżdżę ,pytam nikt nic nie wie o takim muzeum,
w końcu trafiam pasjonata na stacji benzynowej i pokazuje mi gdzie jechać.Dokładna nazwa muzeum to:"Airborne Museum,Hartenstein Oosterbeek"

Sale muzealne zorganizowane są w budynku który w czasie wojny był hotelem,został tam zorganizowany sztab Aliantów.Toczyły się tam ciężkie walki.
Ogólnie muzeum nie odbiega niczym od innych,na mnie niesamowite wrażenie zrobiła prezentacja multimedialna zorganizowana w podziemiach.
Wchodzisz do odtworzonych ruin Arnhem,masz wrażenie jakby przeniesienia w czasie.Przechadzasz się pomiędzy eksponatami:samochodami,sprzętem artyleryjskim
,zburzonymi kamienicami widzisz na ścianach film,zewsząd dochodzą odgłosy związane z sytuacją którą oglądasz np.wystrzałowi działa towarzyszy huk,
zaprezentowani na pierwszym planie w formie manekinów wchodzący do wody żołnierze, na wyświetlanym filmie przekraczają bród rzeki.
Jednym z elementów zwiedzania jest wejście na pokład szybowca desantowego,w iluminatorach którego wyświetlany jest obraz lecących samolotów,
słychać szum wiatru i odgłosy walki.Wizyta w tym muzeum zrobiła na mnie niesamowite wrażenie.

W Arnhem odwiedziłem też cmentarz żołnierzy polskich i brytyjskich.

 

4.dzień

Śniadanie,zwijanie obozowiska i ruszam do Caen,docieram po przejechaniu ok.700km.
Większość zapamiętanej trasy prowadziła przez "francuskie rondka",po kolejnym liczonym w dziesiątkach można dostać rozstroju nerwowego.
Francuskie drogi niezłe,nie dopadł mnie żaden deszcz.Zrezygnowałem z noclegu w Caen które jest dość dużym miastem,zakotwiczyłem
na kempingu w małej wiosce Vimoutiers.Tutaj zorganizowałem bazę do dalszej części wycieczki.

http://www.vimoutiers.fr/CAMPING-MUNCIPAL-,5,0,97.html

 

5.dzień

Realizację planu rozpocząłem od Memorial-Caen,przereklamowane po zakupieniu biletu za 20 euro dowiedziałem się że część która mnie najbardziej
interesowała"no exist",bilet nie jest tańszy z tego powodu.Wystawa jest przedstawienie wszystkich najważniejszych wydarzeń 20 wieku
,zajmuje się tematyką totalitaryzmów,stworzone jest w celu zapobieżenia w przyszłości podobnym tragediom.
Z Caen pojechałem do Bonouville zobaczyć słynny zwodzony most"Pegasus".Znają go na pewno gracze gier komputerowych np."Medal of Honor".
Pegasus został zdobyty w wyniku desantu szybowcowego przez 6 bryt.Airborne między 5-6.06.1944 jako pierwszy obiekt operacji "Overlord".
Zakończyłem zwiedzanie i pokręciłem się na moto po okolicy i wieczorem wróciłem do mojego tipi.

http://www.normandy1944.com

 

6.dzień

Plan na dziś Plaża "Omaha",w czasie jazdy spotykam wiele grup rekonstrukcyjnych w pojazdach z tamtego okresu, w historycznych mundurach.
W obchodach rocznicy lądowania aliantów biorą udział polscy spadochroniarze z Warszawy z grupy rekonstrukcyjnej.

Plaże "Utah","Omaha","Gold","Juno","Sword"
wrażenie niesamowite,żołnierze szli jak skazańcy prawie 400m otwartego terenu,w tamtym okresie zaminowanego,pełnego
różnego rodzaju pułapek.Desantowanie z barek,otwarcie klapy to prawie wyrok śmierci.

Następny etap podróży to niemiecka bateria dział Longues-Sur.Mer,zwiedzając bunkry baterii spotkałem motocyklistów z Polski z
Klubu MC "Nine Six"z Łagowa.

 

7.dzień

Wyjazd do Montormel do muzeum upamiętniającego szczególnie Polaków z 1 DPanc. Gen.Maczka,wystawa usytuowana jest na tym wzgórzu,
którego bronili Polacy,wzgórze nazwane jest Maczuga.
W czasie wojny toczyły się tu zacięte walki,w bardzo ważny momencie bitwy największa agresja Niemców skierowana została na Polaków
i Kanadyjczyków broniących tego miejsca.Była to jedyna droga ucieczki dla Niemców z tzw."Kotła Falaise".

W tym dniu pojechałem jeszcze do L'aigle

 

8.dzień

Mont Saint Michel-niesamowite miejsce ,historia sięga do 708r,kiedy na wyspie i górze Mont Tombe wzniesiono sanktuarium
Archanioła.W X w.w opactwie zamieszkali benedyktyni,a u jego podnóża zaczęło powstawać miasto.Mont Saint-Michel było twierdzą nie do zdobycia.
Stanowi średniowieczny przykład budowli militarnej.W pewnym okresie swego istnienia pełniło rolę więzienia.Jest wpisane na listę UNESCO
jako światowe dziedzictwo.

Większość drogi w deszczu,ale w samym Mont Saint Michel wyszło trochę słońca,MSM z daleka wygląda jak bajkowy zamek,do miasta prowadzi tylko jedna grobla
,wokół parkingu tablice ostrzegające,żeby usunąć pojazdy przed terminem przypływu bo mogą zostać zalane,podobno różnica poziomu wody wynosi 15 m.

Samo miasto wewnątrz,jak z powieści Sapkowskiego,domy "jeden na drugim" i bardzo duże ilości różnego rodzaju przejść i schodów.
Miasto knajp i sklepów z pamiątkami.Znajduje się tam muzeum tortur.

Na parkingu spotkałem Polaków z Wrocławia.

 

9.dzień

Powrót rozpoczynam w ulewnym deszczu po przejechaniu ok 600km,wymiękam szukam spania.Jedno ,drugie miasto i nic nie ma.
Desperacja zmusza mnie do noclegu jakimś"zapyziałym "hoteliku z pijaną starą babą,która jest szefem tego przybytku,jak dla mnie wyśmienicie ...bo sucho.

Rano przestaje padać,powrót przez Alpy niestety bateria w aparacie "padła".

Nocleg w przygranicznym hotelu i rano ostatnie 410 km do domu.

 

Podsumowanie wycieczki:

Przejechane 4960 km

Wydatki na paliwo i noclegi: 550 euro

dodatkowe wydatki: ok 100 euro